Walka o dobre imię

  • 13.09.2017, 10:17 (aktualizacja 21.09.2017 10:20)
  • SK
Walka o dobre imię archiwalny kadr magazynu „Sprawa dla reportera”
Kilka lat temu, a dokładnie 15 listopada 2008 roku, w Zakładzie Produkcji Czekolady i Artykułów Cukierniczych „WIEPOL” doszło do wypadku, w wyniku, którego jeden z pracowników stracił rękę. Pisały o tym lokalne media, a także został wyemitowany program telewizyjny „Sprawa dla reportera”. Tym samym Ireneusz Wielimborek rozpoczął wieloletnią walkę o sprawiedliwość i odzyskanie dobrego imienia.

Pan Ireneusz od samego początku współczuł panu Krzysztofowi i ubolewał, ze takie zdarzenie miało miejsce. Społeczność sierpecka (i nie tylko) poznała wówczas wersję poszkodowanego pracownika. Właściciel zakładu, Ireneusz Wielimborek konsekwentnie w tym czasie odmawiał kontaktów z prasą. 
-Szanując prawo, unikałem rozmów z dziennikarzami. Wychodzę z założenia, że publiczne zabieranie głosu w tej sprawie przed jej prawomocnym rozstrzygnięciem mogłoby naruszyć powagę wymiaru sprawiedliwości- powiedział gazecie Właściciel Wiepol-u w 2010 roku ( art. „Druga strona medalu” w Kurierze Sierpeckim wydanie 27 października 2010r.)
Zaraz po wypadku w Zakładzie Produkcji Czekolady i Artykułów Cukierniczych „WIEPOL” pojawili się prokurator, policja oraz Inspekcja Pracy. Będąca wówczas na kontroli Barbara Pietrzak, Inspektor z Państwowej Inspekcji Pracy oddział w Płocku, postawiła właścicielowi sześć zarzutów. Spowodowało to skierowanie przez PIP wniosku do Sądu Rejonowego- II Wydział Karny Sekcja ds. Wykroczeń.
- Okazało się jednak, że pani inspektor nie znała definicji stanowiska pracy , która mówi, że przestrzeń, pomieszczenie, w którym się znajdują maszyny, urządzenia itd., w którym przebywa pracownik jest stanowiskiem pracy. Po rozpatrzeniu Sąd uznał, że źle zostało zinterpretowane stanowisko pracy i to co mi zarzuciła inspekcja zostało anulowane.- powiedział Ireneusz Wielimborek, Właściciel zakładu

Walka o sprawiedliwość
Sąd Rejonowy w Sierpcu po zapoznaniu się z materiałem dowodowym i opinią biegłych oddalił zarzuty Państwowej Inspekcji Pracy. Na tym jednak się nie skończyło. 10 września 2009 roku w programie „Sprawa dla reportera” został wyemitowany pierwszy reportaż dotyczący wypadku w „WIEPOL-u”. Łącznie w programie pierwszym Telewizji Polskiej ukazały się trzy reportaże poświęcone temu tematowi. Jak powiedział Ireneusz Wielemborek, wyemitowane reportaże nie zostały rzetelnie przygotowane, a z jego osoby zrobiono bezdusznego człowieka.
Po pierwszej wygranej  w Sądzie Rejonowym w Sierpcu Ireneusz Wielimborek postanowił nie poddawać się i dążyć do przywrócenia mu godności, dobrego imienia, którego został pozbawiony. W 2011 roku rozpoczął walkę w sądzie o ochronę dóbr osobistych. Pierwszy wyrok wydany przez Sąd Okręgowy w Warszawie Wydział XXIV Cywilny przeciwko Elżbiecie Jaworowicz, redaktor prowadzącej magazyn reporterski „Sprawa dla reportera”, oraz Telewizji Polskiej S.A. z siedzibą w Warszawie zapadł w styczniu 2015 roku . W pozwie Ireneusz Wielimborek wnosił o zobowiązanie pozwanej do złożenia w trakcie emisji magazynu pisemnego lub ustnego oświadczenia, w którym przeprasza właściciela „WIEPOL-u” za bezprawne naruszenie jego dóbr osobistych oraz zasądzenie od Telewizji Polskiej S.A. na rzecz pana Ireneusza określonej kwoty pieniędzy tytułem zadośćuczynienia za krzywdę moralną, której doznał w wyniku naruszenia dóbr osobistych w postaci czci i dobrego imienia.
 Sad Okręgowy, w którym zapadł wyrok, uznał, że naruszone zostały dobra osobiste Pana Ireneusza, ale nie wskazał kto to uczynił czy to redaktor przygotowująca reportaż czy TVP i oddalił powództwo. Ireneusz Wielimborek nie zgadzając się z wydanym wyrokiem w dniu 20 kwietnia 2015 roku złożył apelację do Sądu Apelacyjnego w Warszawie I Wydział Cywilny, w której stawia zarzuty wyrokowi Sądu Okręgowego. Sąd Apelacyjny wydaje wyrok 23 czerwca 2016 roku, w którym uznaje, że Sąd Okręgowy w Warszawie pomylił się, orzekając w tej sprawie, i zmienił radykalnie wyrok. Sąd nakazał Elżbiecie Jaworowicz w terminie jednego miesiąca od uprawomocnienia się wyroku złożenie w trakcie emisji programu ustnie lub pisemnie oświadczenia o treści: „Realizując wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, Elżbieta Jaworowicz, autorka programu Sprawa dla Reportera, przeprasza Ireneusza Wielimborka, przedsiębiorcę prowadzącego działalność gospodarczą pod nazwą Zakład Produkcji Czekolady i Artykułów Cukierniczych „WIEPOL” Zakład Pracy Chronionej z siedziba w Sierpcu, za bezprawne naruszenie jego dóbr osobistych w postaci czci i dobrego imienia w wyemitowanych w dniach 10 września 2009 roku, 7 stycznia 2010 roku oraz 7 października 2010 roku materiałach dotyczących wypadku, do którego doszło na terenie przedsiębiorstwa Zakład Produkcji Czekolady i Artykułów Cukierniczych „WIEPOL” Zakład Pracy Chronionej z siedziba w Sierpcu dnia 15 listopada 2008 roku, skutkującego uszkodzeniem ciała pracownika Krzysztofa Staniszewskiego, poprzez nieprawdziwe zaprezentowanie postawy Ireneusza Wielimborka jako pracodawcy i jego postawy podczas udzielania pomocy poszkodowanemu Krzysztofowi Staniszewskiemu”. Telewizja Polska wykonała wyrok. Pani Jaworowicz, nie zgadzając się z wyrokiem Sądu Apelacyjnego, wniosła w dniu 11 sierpnia 2016 roku kasację do Sądu Najwyższego. Kasacja została odrzucona. Pani Jaworowicz mimo kierowanych do niej wezwań dotyczących wykonania wyroku, unikała tego. Dopiero złożony wniosek do sądu zmusił panią Jaworowicz do przeprosin, co miało miejsce 31 sierpnia br . Podczas emisji magazynu „Sprawa dla reportera” wyemitowano na pasku oświadczenie, w którym przeprasza Ireneusza Wielimborka. 
Kolejny wyrok, jaki zapadł, dotyczył ochrony dóbr osobistych i został wydany przez Sąd Okręgowy w Płocku Wydział Cywilny. Dotyczył poszkodowanego pracownika. Wyrok ten z  7 maja 2015 roku zobowiązywał go w terminie jednego miesiąca od uprawomocnienia się wyroku do opublikowania na swój koszt na pierwszej stronie gazety „Kurier Sierpecki” oświadczenia, w którym przeprasza Ireneusza Wielimborka za bezprawne naruszenie jego dóbr osobistych oraz podanie nieprawdziwych informacji w magazynie wyemitowanym w programie pierwszym Telewizji Polskiej. Do dziś wyrok nie został wykonany. 

Było ciężko
Przez ponad 7 lat Ireneusz Wielimborek walczył w sądach o prawdę, sprawiedliwość, przeprosiny i odzyskanie dobrego wizerunku. Zapytaliśmy się właściciela „WIEPOLU-u”, co czuł przez te lata, jak udało mu się przez to przebrnąć
-Ja się wstydziłem wyjść na ulicę. To był strasznie ciężki okres dla mnie. Po emisji pierwszego programu Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera” spotkałem się z wytykaniem mnie palcem ,przykład jestem za zakupach w sklepie i słyszę „ o to ten, to ten” Odezwałem się, że to tak nie było, że zostałem oczerniony ,ale jak mogłem udowodnić?! Jedyne, co mogłem, to pójść do sądu. Te lata były dla mnie koszmarem, ja się wstydziłem pokazać na ulicy, wsiadłem w samochód i się przemieszczałem. Z czasem zaczęło się rozchodzić, że to nie prawda, pracownicy zaczęli mówić, co widzieli, jak to wyglądało, że nie jestem tym złym. To mnie ośmieliło, powiedziałem sobie trudno, teraz będę walczył. Jak wygrałem w sądzie z inspekcją pracy to nabrałem troszeczkę wiary. Postanowiłem potem pana Staniszewskiego i Panią Jaworowicz rozliczyć za te programy, żeby mnie przeprosili. Wszystkie te sprawy zostały rozstrzygnięte na moją korzyść. Ciężko było. W tej chwili nie dużo mi brakuje do siedemdziesięciu lat, ale zastanawiałem się czy zdążę dożyć tej chwili by zostać zrehabilitowanym, dożyłem i jestem z tego powodu szczęśliwy. Dlatego w przenośni „biorę pióro do ręki” i chcę pokazać naszemu społeczeństwu, że to było inaczej. Jaką siłę ma telewizja, jaką siłę ma Pani Jaworowicz itd. Itd. Pierwszy program mówił, że nie wezwałem karetki pogotowia, tylko wezwałem mechaników żeby rozkręcali maszynę , bo dbałem o maszynę, a nie o pracownika. W trzecim programie, który wyemitowała na mój temat najbardziej mnie zabolało, pokazanie urywku z filmu „Ziemia obiecana”, gdzie pracownika wciąga i szatkuje maszyna, pozostali stoją przerażeni, wchodzi pracodawca i każe im pracować dalej jak gdyby nic. Ona mnie do takiego pracodawcy, do takiego bezdusznego człowieka porównała, przedstawiła mnie jak potwora. W tym tez programie był nadinspektor z IP, który zaraz następnego dnia po emisji programu już o siódmej rano u mnie był. Przyjechał na kontrolę. Pierwsze pytanie jakie mi zadał brzmiało ” Dlaczego pan nie udzielił pomocy ?” Wtedy mu powiedziałem, że w programie naopowiadał stek bzdur, że nie był u mnie w zakładzie i nie widział, a napuścił na mnie całe społeczeństwo polskie. Zarzucił mi, że nie wezwałem pogotowia, zapytałem skąd to wie i w takim razie, kto to zrobił jak nie ja? Udowodniłem mu, że to ja. Dałem mu wykaz od operatora wykonanych połączeń z mojego telefonu. Po programie dodatkowo na blogu sierpeckim zaczęła się nagonka na mnie, poniżano mnie tam. Myślałem, że tego nie wytrzymam. Strach z domu wyjść. Najbardziej dopiekło mi to, jak jakiś idiota napisał „(…) przecież ma dwóch wnuków, poobcinać im ręce zobaczycie jak to go będzie bolało” Po tym zabroniłem córce wypuszczać dzieci z domu. Poszedłem z tym na policję, która nic z tym nie zrobiła. To były bardzo trudne lata dla mnie, podczas których sam miałem poważne kłopoty zdrowotne. Myślałem, że  maja choroba nowotworowa nie pozwoli mi doczekać tego dnia. Udało się i zaczynam nowe życie. Dałem radę. Gdy już zapadł wyrok i usłyszałem, że wygrałem. To ja chłop sześćdziesiąt parę lat mający, popłakałem się – powiedział Ireneusz Wielimborek.
Mecenas, który bronił na początku Ireneusza Wielimborka nie działał w 100 % z korzyścią dla mocodawcy, dlatego już podczas sprawy w Sądzie Okręgowym pan Wielimborek zrezygnował z jego usług, a w to miejsce zlecił prowadzenie jego spraw innemu mecenasowi, wówczas jeszcze aplikantowi, który poprowadził sprawę do końca tak jak to powinien zrobić każdy inny ceniony adwokat.

SK
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe