Sierpczanin w „Jaka to melodia?”

  • 20.09.2017, 19:05 (aktualizacja 09.10.2017 12:49)
  • Escriba
Sierpczanin w „Jaka to melodia?”
Droga do osiągnięcia sukcesu bywa długa i wyboista, lecz wytrwałość i determinacja w dążeniu do osiągnięcia zamierzonego celu jest zwykle adekwatnie nagradzana. Przykładem takiego działania jest niewątpliwy sukces osiągnięty przez Radosława Nowakowskiego, mieszkańca Sierpca.

Aby dowiedzieć się, jak osiągnąć takie świetne wyniki, zadałem panu Radkowi kilka pytań.


W jaki sposób nabył Pan tak dużą wiedzę na temat utworów muzycznych?

 

Radek Nowakowski: Muzyką interesuję się od dawna. Początki zainteresowań miały miejsce, kiedy byłem w szkole podstawowej. Uczęszczałem do Szkoły Podstawowej nr 2 w Sierpcu. Wtedy nawet wystąpiłem na scenie (śmiech). Miałem śpiewać kolędę. Trema była tak duża, że zapomniałem tekstu. Jednak oklaski publiczności sprawiły, że jakoś poszło. Nigdy tego nie zapomnę. Teleturniej „Jaka to melodia?” oglądam od …, nawet nie pamiętam od kiedy. W tym roku program obchodzi dwudziestolecie, pierwszy odcinek wyemitowano we wrześniu 1997 roku.

Bodajże w 2011 postanowiliśmy z moim bratem Kamilem wybrać się na eliminacje do teleturnieju. Odbywały się one wtedy w Warszawie. Pamiętam ten casting, kiedy pani psycholog odpytywała ze znajomości wykonawców. Wcześniej puszczała nam muzykę i mieliśmy za zadanie zapisać na kartce papieru usłyszane tytuły. Jednak nie tylko znajomość muzyki była tam ważna. Dużą wagę przywiązywano do osobowości. Musieli wiedzieć, czy dasz sobie radę przed kamerą. Mój brat Kamil otrzymał zaproszenie na pierwsze nagranie na początku 2012 roku. To było dla nas duże wydarzenie. Pamiętam, jak jechaliśmy do studia Telewizji Polskiej przy ulicy Woronicza. Pierwsze zetknięcie ze studiem, pierwsze rozmowy z zawodnikami, których kiedyś widziałeś tylko w telewizji, to coś, czego nie zapomnimy. Wszyscy mówili, że Kamil ładnie zadebiutował, bo udało mu się „pograć”, a nawet sporo ugrać z bardzo utytułowanym już zawodnikiem, który na naszych oczach wygrał tego dnia trzy finały (czyli plus minus 39 tysięcy złotych). Patrzyłem na to i postanowiłem, że ja też będę się uczył i poznawał nową muzykę. Stanąć za pulpitem i zmierzyć się z zagadkami,z przyciskiem, z innymi zawodnikami było moim marzeniem, ale i wyzwaniem. Potem jeździłem już sam, bez Kamila, na eliminacje do kilku miast Polski. Udało mi się zagrać na początku 2013 roku, od tego momentu minęły ponad cztery lata, a ja pamiętam, jakby to było wczoraj.

 

Czym zajmuje się Pan na co dzień?

RN: Na co dzień pracuję w biurze rachunkowym. Pozdrawiam z tego miejsca całą załogę, szefostwo, koleżanki i kolegów. Kiedyś  żartowali, że nie pozdrowiłem ich na wizji, to może chociaż tutaj mi się uda. Poza pracą zawodową mam jeszcze pasję związaną ze sportem. Jestem sekretarzem Ogniska TKKF „Kubuś” w Sierpcu i Uczniowskiego Klubu Sportowego „Serw” przy Szkole Podstawowej nr 3 w Sierpcu. Wszystkich ludzi związanych z tymi organizacjami również pozdrawiam.

 

Co lub kto motywuje Pana do uczestnictwa w teleturnieju, a może także wspiera?

RN: Moją motywacją jest moja rodzina. Żona i synowie dodają mi energii i woli walki do działania, także w melodii. Żona nieraz odpytuje mnie przed wyjazdem na nagranie. Kiedy starszy synek mówi: „O, tata jest w melodii”, to jest dla mnie największa radość i motywacja. Słucham muzyki codziennie, bardzo dużo. Wszedłem w to bardzo. Do nagrań staram się przygotowywać kilka miesięcy przed zaproszeniem do telewizji. Jeśli mam karencję, to i tak do tego wracam, bo to część mojego życia. Wiem, że gdy gra muzyka, to zawsze w ucho może wpaść to, o co zapytają mnie na nagraniu. Czerpię z tego przyjemność i radość. Czytam notatki, notki biograficzne artystów. Uczę się też z moim bratem, razem wymieniamy się spostrzeżeniami. Na nagrania jeżdżą ze mną moja żona i rodzice. Mam wsparcie od całej  rodziny. Za to bardzo jej dziękuję. Po każdym występie - czy on jest lepszy, czy słabszy - odbieram masę gratulacji, miłych słów. Ludzie, głównie sierpczanie, ale nie tylko, kiedy spotykają mnie na ulicy, serdecznie ze mną rozmawiają. Życzą mi bardzo dobrze, to się czuje. To jest dla mnie właśnie to wsparcie, o które Państwo pytacie. Za każdy gest, który spotkał mnie przez te cztery lata, za każde miłe słowo, za każdą przybitą piątkę, za trzymane kciuki, za każdego lajka na Facebooku bardzo każdemu z tego miejsca dziękuję.

 

Czy brał Pan udział w podobnych teleturniejach o tematyce muzycznej lub  innej?
RN:  Nie, nigdy nie brałem udziału w innych zmaganiach telewizyjnych. Zawsze chciałem zagrać w „Melodii” i cieszę się, że to się udało.

 

Ile razy brał Pan udział w teleturnieju „Jaka to melodia?”

RN: Odcinki, które były emitowane na przełomie sierpnia i września tego roku, były kolejno dwunastym, trzynastym i czternastym odcinkiem z moim udziałem. Dziękuję organizatorom za wszystkie zaproszenia na nagrania.

 

Jakie emocje towarzyszą Panu w trakcie rywalizacji?

RN:  W moim pierwszym odcinku, który został wyemitowany w Telewizji Polskiej 30 kwietnia 2013 roku, stres był tak wielki, że gdyby ktoś zapytał mnie, jak się nazywam, to nie wiem, czy bym mu odpowiedział (śmiech). Przed nagraniem wchodzi się na make-up, potem do fryzjera. Następnie pani, która zajmuje się kostiumami, dobiera odpowiedni strój, kolorystycznie taki, aby pasował kamerom. Wejście do studia sprawia, że mocniej bije serce. Pamiętam, że podczas pierwszego odcinka, gdy udało mi się wcisnąć przycisk szybciej od przeciwników, to palnąłem taki tytuł, którego nie ma w swoim repertuarze żaden wykonawca (śmiech). Stres był duży, ale jakoś poszło, bo przecież sam tego bardzo chciałem.

Potem było już znacznie lepiej. W pierwszym odcinku udało mi się przebrnąć dwie pierwsze rundy lepiej od innych, potem w rundzie trzeciej, w której licytuje się, po ilu nutkach odgadniesz piosenkę, też poszło dobrze. Finał, mój wymarzony finał i to już w debiucie, zaskoczył mnie dwoma piosenkami. Pamiętam do dziś, co to było. Nie odgadłem „To love somebody” zespołu Bee Gees i piosenki „Stars” zespołu Simply Red. Do dzisiaj, kiedy słyszę je w radio, wspominam to z uśmiechem na twarzy.

Drugi odcinek nagrywany był kolejnego dnia. Zebrałem w nim tęgie lanie i za to dziękuję mojemu koledze. Pokazał mi, gdzie jestem w tej chwili, jak dużo mi brakuje. Wciskał z taką szybkością i odgadywał tytuły, że ja nie miałem zielonego pojęcia, co to jest. Po tej porażce postanowiłem sobie, że się nie poddam i będę się starał coraz więcej wiedzieć na temat muzyki.

Kolejne odcinki, po sporej nauce z mojej strony, szły po mojej myśli. Starałem się szybko wciskać. Dzisiaj, po tych czterech latach i czternastu nagranych odcinkach, myślę, że nie mam już tremy. Wiem, że aby zagrać dobrze, trzeba zgrać wiele czynników, a wtedy nie ma już chyba na nią miejsca. Większą tremę mam, kiedy oglądam siebie potem w telewizji (śmiech).

 

Jakie są Pana największe osiągnięcia związane z udziałem w rywalizacji?

RN: Cieszę się z tego, że mogę uczestniczyć w tym, co lubię. To już dla mnie samego jest osiągnięciem. Kosztowało mnie to wiele trudu, nieraz wyrzeczeń. Cieszę się, że w żadnym z czternastu odcinków nie odpadłem jako pierwszy, czyli po dwóch pierwszych rundach, gdzie wciska się przycisk. Byłem w siedmiu finałach, wygrałem cztery z nich. W październiku 2014 roku występowałem w finale miesiąca, grałem o samochód. To duże przeżycie. Prowadziłem po dwóch rundach, niestety, pomyłka w trzeciej sprawiła, że to kolega wygrał samochód, czego mu bardzo gratuluję. Potem ten sam kolega wygrał finał roku 2014, wygrywając drugie auto.

Dla mnie wewnętrznym osiągnięciem jest to, że mierzyłem się z wieloma finalistami miesiąca. Z nimi nie ma żartów. Naciskają bardzo, ale to bardzo szybko i wiedzą, co to jest. W tej grze, jak w każdej, albo ty jesteś lepszy, albo ogrywają ciebie.
Z wieloma zawodnikami jestem na stopie koleżeńskiej, to bardzo sympatyczni ludzie. Gracze „Melodii” są jak jedna wielka rodzina. Dzięki teleturniejowi poznałem rekordzistę i geniusza tego teleturnieju Tomka Bednarka, który siedem piosenek na wizji odgadł w trzy sekundy. Filmiki z tym osiągnięciem krążą po sieci do dziś. To było coś niewyobrażalnego, a on to zrobił. To mój przyjaciel, wzór do naśladowania. Dzięki programowi poznałem wiele osób, nadal je poznaję i to jest właśnie dla mnie prawdziwa wygrana.

Jeśli ktoś chciałby wystąpić w tym programie, zapraszam do kontaktu, służę pomocą każdemu. Jeśli tylko będę umiał i mógł, to pomogę.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Zespół redakcyjny „Kuriera Sierpeckiego” życzy panu Radosławowi dalszych sukcesów, na które z niecierpliwością i pełni emocji czekamy.

Escriba
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe