PECH KASZTELANA

  • 28.11.2018, 08:37
  • Tyrion
PECH KASZTELANA
Kiedy po pięciu latach nieobecności w IV lidze awans do niej wywalczył sobie Kasztelan Sierpc, wielu kibiców wierzyło w to, że nasza drużyna nie będzie „chłopcem do bicia” a  równorzędnym przeciwnikiem dla rywali. Przysłowiowym „chłopcem do bicia” Kasztelan z całą pewnością nie stał się, jednak wiele było w rundzie jesiennej niepowodzeń, a główna tego przyczyna to sportowy i pozasportowy pech. 

Pech I 
Co to jest „pech”? Według „Słownika Języka Polskiego” pech to niefortunny zbieg okoliczności, brak szczęścia - to chyba najtrafniej oddaje poczynania sierpeckiego klubu w rundzie jesiennej w sezonie 2018/19. Budowanie drużyny działacze rozpoczęli wcześnie, gdyż pierwsze wzmocnienia miały miejsce już przed sezonem 2017/18. Przybyło wtedy 7 zawodników  (kilku z nich już w klubie nie ma), czym zaczęła się „akcja awans”. Zespół prowadzony przez trenera Marcina Liga, 3 czerwca, po zwycięstwie nad Unią Czermno, zapewnił sobie historyczny awans do IV ligi. Ostatecznie nasza drużyna z przewagą 9 punktów uzyskała promocję do wyższej klasy rozgrywkowej. Wszystko wydawało się poukładane i osiągnięty cel napędził optymizmem zarówno piłkarzy, działaczy jak i kibiców. Niestety, kiedy wydawało się, że wszystko idzie w dobrą stronę, nastąpiło tąpnięcie. Niespodziewanie drużynę opuścił trener Marcin Lig. Oficjalnie nie podano przyczyny oprócz lakonicznego komunikatu, że formuła współpracy się wyczerpała. Dobrze poinformowane źródła mówiły o niezadowoleniu trenera co do szybkości dogrywania kolejnych transferów, których domagał się szkoleniowiec. Dodatkowym problemem był brak młodzieżowców w klubie i potrzeba pozyskania nowych zawodników. Po decyzji trenera nastąpiły nerwowe dni w drużynie. Pojawiało się masę plotek, łącznie z takimi, że klub wycofa się z udziału w rozgrywkach, że odeszła część zawodników, że nie ma trenera i zespół nie trenuje. W każdej plotce były ziarna prawdy, jednak było znacznie lepiej, niż to przedstawiano w nieoficjalnych rozmowach. Prezes klubu Hubert Góralski stosunkowo szybko znalazł szkoleniowca z „papierami” uprawniającymi do prowadzenia drużyny w IV lidze (co wbrew pozorom na naszym terenie proste nie jest). Mało tego, miał nawet dwóch kandydatów. Wybór padł na Artura Wyczałkowskiego, byłego medalistę młodzieżowych mistrzostw Europy. To doświadczony piłkarz, który ma za sobą grę w ekstraklasie, jednak problem z nim polegał na tym, że do tej pory pracował tylko z młodzieżą. Sierpc miał być debiutem Wyczałkowskiego w dorosłej piłce. Mimo pewnych wątpliwości zaufano w klubie trenerowi. Po wyborze szkoleniowca szybko uzupełniono kadrę o kilku zawodników. Co ważne, ściągnięto do klubu rodowitych sierpczan: Marcina Mroczkowskiego i Bartosza Wiśniewskiego. Dodatkowo drużynę zasilili doświadczeni zawodnicy: Jarosław Kułaga, Damian Koryto, Daniel Mitura, Sebastian Krajewski, a już w trakcie rundy Adrian Żuchniewicz. Jakby tego było mało, ściągnięto kilku młodzieżowców: Wojciecha Mazurowskiego, Rafała Sobczaka, Sebastiana Krajewskiego II. Wszystko to dawało nadzieję na dobrą grę w zmaganiach IV-ligowych. Co prawda kilku zawodników opuściło Kasztelana, jednak wzmocnienia rekompensowały odejścia Jarosława Brzemińskiego, Mateusza Biegańskiego, Michała Siennickiego i Emila Cendlewskiego. Największą stratą było niepodjęcie treningów przez najlepszego zawodnika w zmaganiach Ligi Okręgowej w barwach sierpczan, tj. Mariusza Śniecia. Mimo tego zespół wydawał się kadrowo na środek tabeli i takie były plany przed rozpoczęciem rozgrywek.     

Pech II 
Kiedy wszystko wydawało się dopięte na ostatni guzik, w trakcie przygotowań do sezonu jeden z naszych podstawowych zawodników Michał Dzięgielewski doznał kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych tylnych. Był to, jak się później miało okazać, duży cios dla drużyny, bo doświadczenie i umiejętności tego napastnika byłyby w wielu meczach kluczowe. Stało się pechowo i Michał był pierwszym, który wypadł z gry przez kontuzję i niestety nie ostatnim. Dodatkowo wiadomo było, że całą rundę będziemy grać mecze domowe w Goleszynie, ze względu na remont boiska w Sierpcu. O tym wiedzieli wszyscy wcześniej i tu ciężko nazywać to pechem, ale gra nie na swojej murawie nie dawała komfortu grania jako gospodarz. 

Pech III
19 sierpnia był dniem, kiedy Kasztelan po pięciu długich latach wrócił na boiska IV ligi. W pierwszym meczu podejmowaliśmy Mazovię Mińsk Mazowiecki. Rywal doświadczony i mimo osłabień przedsezonowych bardzo wymagający. Mecz był wyrównanym widowiskiem, dobrze w naszej bramce grał Mateusz Ambrochowicz, niestety brakowało „strzelb” z przodu i gola nie udało się zdobyć. Pod koniec meczu wrzutka w pole karne i gol dla gości w 85. minucie dający im zwycięstwo. Nie byliśmy drużyną gorszą, a niestety cała pula punktów trafiła do Mińska. Cóż, „pierwsze koty za płoty”, zdało się wydawać, nie było źle, będzie dobrze. Druga kolejka i dość dotkliwa porażka w Przasnyszu 4:0. Optymizm jednak drużyny nie opuszczał, gdyż wiadomo, że wyjazdowe porażki z silnymi rywalami były niejako wkalkulowane. Na 3. kolejkę do Goleszyna przyjechał MKS Ciechanów. Dobra gra „piwoszy” i wysoka wygrana 3:0, choć mogła być znacznie bardziej okazała. Gole w tym meczu zdobywali: Bartosz Wiśniewski, Paweł Winnicki i Damian Kotkiewicz. Pewna wygrana dawała powody do optymizmu tym bardziej, że w kolejnym meczu udaje się bezbramkowo zremisować w Siedlcach z tamtejszą Pogonią. Wydawało się wszystko pod kontrolą. Niestety, mimo tych dobrych rezultatów pech nas nie omijał, gdyż kontuzje mięśniową łapie Bartosz Wiśniewski, to drugi zawodnik poważnie kontuzjowany w naszej drużynie i kolejny ofensywny.

Pech IV 
1 września to domowe starcie Kasztelana z ówczesnym liderem Ożarowianką. I tu ten „pech” wraca ze zdwojoną siłą. Długo z przeciwnikiem gramy jak równy z równym, choć przegrywamy do przerwy 0:1. Jesteśmy bliscy wyrównania i mecz wydaje się na styku. W 63. minucie do strzału wyskakuje Mateusz Ambrochowicz. Rozgrywający świetny mecz bramkarz Sierpca spada na ziemię tak niefortunnie, że zrywa więzadła i mamy kolejną poważną kontuzję w zespole. Tym razem tracimy kapitana i ważne ogniwo naszej drużyny. Po zniesieniu z murawy gra sierpczan „sypie się” i tracimy dwa gole. Przegrywamy 0:3. W 6. kolejce w wyjazdowym meczu mierzymy się z KS Łomianki. Do przerwy gramy bardzo dobry mecz, prowadzimy nawet po pięknym strzale Adriana Żuchniewicza. Niestety druga połowa jest słabsza i znów dopada nas pech, gdyż na 2:1 tracimy gola po karnym „podarowanym” przez sędziego gospodarzom. Ostatecznie przegrywamy 3:1. Przed kolejnym starciem z Wisłą II Płock do sierpeckiego „szpitala” trafiają Tomasz Braniecki i Sebastian Krajewski. Oni co prawda z mniej poważnymi kontuzjami, ale wybór zawodników trener ma coraz bardziej ograniczony. Znów gramy niezłą pierwszą połowę, po której remisujemy z Wisłą 1:1, po golu Daniela Mitury. Niestety, po przerwie płocczanie rozstrzelają nas, wbijając w końcówce meczu aż 4 gole i wygrywając 1:5.

Pech V
Na 8. mecz w sezonie wybieramy się do Warszawy do tamtejszego Hutnika. Znów gramy dobre pierwsze 45 minut. Po golu Damiana Koryto remisujemy 1:1, ale tradycyjnie już tracimy w drugiej połowie siły, koncentrację i w konsekwencji dwa gole. Hutnik wygrywa 3:1, a Kasztelan po tej kolejce spada na ostatnie miejsce w tabeli, z którego będzie się „piwoszom” trudno wydostać. Mecz domowy z będącym w czołówce tabeli Huraganem Wołomin okazał się jednym z lepszych Kasztelana w tej rundzie. Co prawda pech nas nie opuszcza, bo w starciu z rywalem kontuzji nabawił się Marcin Mroczkowski, i tracimy kolejne ogniwo naszej drużyny, to mimo to gramy bardzo dobrze. W 44. minucie Kasztelana na prowadzenie wyprowadza Adrian Żuchniewicz. Do szatni schodzimy, prowadząc 1:0 i od początku drugiej odsłony mamy wyraźną przewagę nad wyżej notowanym rywalem. Mamy dwie wyśmienite okazje na podwyższenie wyniku i wszystko zaprzepaszczamy w 3 minuty. Między 83. a 86. minutą tracimy dwa gole i ku rozpaczy kibiców i samych zawodników przegrywamy ten „wygrany” mecz 1:2. W 10. kolejce mamy więcej szczęścia i umiejętności piłkarskich, bo remisujemy z Koroną Ostrołęka 1:1, a gola w końcówce meczu z karnego zdobywa Daniel Mitura. 

Pech VI
Kolejki 12-15, te cztery mecze miały dać odpowiedź, na co faktycznie stać w tej rundzie Kasztelana. Za rywali mieliśmy drużyny jak najbardziej w naszym zasięgu i wszyscy liczyli na punkty. Pierwszy mecz to starcie z Mazurem Gostynin. Choć dominowaliśmy na murawie, to rywale z naszego okręgu grali mądrzej i przede wszystkim skuteczniej. Wygrana Gostynina 0:2 spowodowała, że w szatni Kasztelana zrobiło się nerwowo, a trener Wyczałkowski zaczął mieć problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy. Następny mecz z Wkrą w Żurominie to kolejne starcie o przysłowiowe 6 punktów. I tu znów pech nas nie opuszcza. W 29. minucie po strzale z rzutu karnego Daniela Mitury prowadzimy, jednak później tracimy dwa gole i musimy gonić wynik. Kolejny karny i Mitura strzela na 2:2. Niestety, w 76. minucie tracimy trzecią bramkę i nawet remis nam ucieka. Przegrywamy mecz i kolejne starcie z Drukarzem Warszawa w Goleszynie urasta jeszcze do większej rangi.  Zaczynamy to spotkanie obiecująco, zdobywając gola autorstwa Tomasza Branieckiego. Znów mamy jednak słabszy moment. Dwa proste błędy i w minutę tracimy dwa gole. Na szczęście udaje się za sprawą Daniela Mitury doprowadzić do wyrównania w ostatniej minucie pierwszej połowy po strzale z rzutu karnego. Dawało to jeszcze nadzieję na zwycięstwo. I znów to „niestety”. Zawodnicy Kasztelana nie wytrzymują presji. Odporniejsi są rywale, którzy zdobywają gola na 2:3 i z kompletem punktów wyjeżdżają do Warszawy. 

Światełko w tunelu, czyli pechu odejdź
W 15. przedostatniej kolejce ligowej do Goleszyna zawitała Mławianka Mława. To ekipa, która zajmowała miejsce w tabeli tuż przed Kasztelanem. Mecz między dwoma najsłabszymi zespołami był zacięty i piłkarze nie odstawiali nóg. Kasztelan wyszedł na prowadzenie w 23. minucie po strzale z karnego Daniela Mitury. Znów brak koncentracji i szybko tracimy gola na 1:1, i takim wynikiem kończy się I połowa. Druga to wymiana „ciosów”, z której obronną ręką wychodzą gospodarze. Strzał Wojciecha Mazurowskiego z 78. minuty daje cenne zwycięstwo 2:1. Pojawia się malutkie światełko w tym „czwartoligowym - sierpeckim” tunelu. W ostatnim meczu rundy jesiennej wysoko przegrywamy w Ząbkach z Ząbkovią 4:0, źle kończąc tę rundę. Nie był to jednak ostatni tegoroczny mecz Kasztelana, gdyż przełożono pierwszą kolejkę rundy rewanżowej na jesień. Wyjazdowa potyczka z Mazovią i dość niespodziewany remis 1:1, dla naszej drużyny niezwykle cenny. Gola w tym meczu zdobywa najlepszy strzelec drużyny Daniel Mitura. (Mitura zdobył 7 goli w rundzie, w tym 5 z rzutów karnych). Pozostali zawodnicy, którzy w tej rundzie wpisali się na listę strzelców, to: Adrian Żuchniewicz (2 gole), Bartosz Wiśniewski, Paweł Winnicki, Damian Kotkiewicz, Damian Koryto, Tomasz Branicki, Wojciech Mazurowski, trafiali oni  do siatki po jeden raz. 

2019 bez pecha             
Dużo tych niefortunnych zbiegów okoliczności było w rundzie jesiennej w poczynaniach Kasztelana. Głównie to kontuzje, które lawinowo prześladowały zawodników i to zawodników podstawowej jedenastki, co tym boleśniejsze. Odbiło to się na poczynaniach drużyny, choć obiektywnie przyznać trzeba, że wyraźnie słabsi od rywali sierpczanie byli zaledwie w kilku meczach. Większość to wyniki na tzw. styku i nieszczęście w nich polega na tym, że ten styk był przeważnie po stronie rywali. Sierpczanie mieli piłkarskiego pecha w kilku meczach. Po przedłużonej rundzie jesiennej sierpczanie zamykają ligową tabelę, ale to samo w sobie najgorsze nie jest. Gorsze jest to, że rywale z miejsc pewnych utrzymania mocno uciekli i aby ich dogonić, potrzebne jest naszej drużynie nie tylko podniesienie piłkarskich umiejętności, ale również i sportowe szczęście. Statystycy twierdzą, że aby utrzymać się w lidze, potrzeba będzie minimum 30 punktów. W tej chwili Kasztelan ma ich 9, więc w 14 wiosennych kolejkach potrzeba będzie uzbierać 21 oczek. Z pewnością to nie mało, ale jak najbardziej wykonalne. Obecnie tyle  ma 10. w tabeli Drukarz, więc drużyna o zbliżonym potencjale. Niestety, takie wyliczenia nie do końca mogą się sprawdzić, bo w niesprzyjających okolicznościach te 30 punktów może okazać się zbyt mało. Są to tylko dywagacje, więc nie ma co się nad nimi rozwodzić. Drużyna Kasztelana musi się wziąć w garść i mocno przepracować zimę. Niestety ten pech do końca nie opuszcza drużyny, gdyż poważne mięśniowe kontuzje, które dotknęły kilku zawodników, są na tyle groźne, że na pewno nie wszyscy zawodnicy będą do dyspozycji trenera na wiosnę. Czy działacze, widząc sytuację drużyny, sięgną po kolejne wzmocnienia, trudno dziś wyrokować, choć nie ma co ukrywać, że siła ataku sierpczan jest w tej chwili ograniczona i może to być największym problemem drużyny. Nam kibicom potrzebna jest wiara w drużynę i liczenie na piłkarskie szczęście, że ten fatalny los odwróci się i będziemy mogli drużynę Kasztelana nazwać „rycerzami wiosny”. Oby nie były to tylko gwiazdkowe życzenia.

Tyrion

Zdjęcia (1)

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu SIERPC24 z siedzibą w Sierpcu jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe