ZABIŁA WŁASNE DZIECKO

  • 22.07.2016, 10:23 (aktualizacja 25.07.2016 10:30)
  • Admin Admin
ZABIŁA WŁASNE DZIECKO
"Zrobiłam bardzo złą rzecz. On chyba śpi"- powiedziała mężowi przez telefon zapłakana Jolanta, po tym jak zamordowała swoje roczne dziecko. Sprawa wyszła na jaw w ubiegłą środę, kiedy kobieta chciała się zabić, wjeżdżając pod tira w okolicy Grąbca.

Mąż Jolanty, Jerzy, już w poniedziałek o godz. 22.00 przyjeżdżając do domu w Niemczech z synem Oliwerem czuł, że wydarzy się tragedia. Wiedział o tym dużo wcześniej. Wynikało to z zachowania jego żony. Z zaburzeń jej osobowości. Kobieta już po roku ich związku próbowała targnąć się na swoje życie w Szczecinie, kiedy ich pierwszy syn miał zaledwie siedem miesięcy. Miała zaburzenia nerwicowe. Lekarz powiedział, że jej chęć niszczenia wynikała z tego, że w dzieciństwie była nikim.

- Po czym, po paru latach spędzonych w Niemczech, żona znów mnie faszerowała wiadomością, że zabije siebie i dziecko. Informowałem policję. Bardzo się cieszyła, kiedy wyprowadzała mnie z równowagi,  w stan kiedy się bałem. Oliwer był dzieckiem planowanym. Poznałem żonę w styczniu, byłem w niej bardzo zakochany, ona była wspaniałą, skromną dziewczyną. Myślałem, że sobie wszystko razem poukładamy.  To była jednak porażka - opowiada Jerzy.

Ostatni raz

Po wejściu do mieszkania Jerzy z ogromnym niepokojem przyglądał się żonie. Zastanawiał się, czy tym razem również czymś go zaskoczy. Siedziała w salonie. Przywitali się.

- Nawet gdy było źle i mieliśmy się rozstać, starałem się ją przytulić i pocałować.  Ona się przed tym broniła. Powitała Oliwera, przytuliła. Ja zająłem się swoimi rzeczami z walizki. Na drugi dzień, we wtorek, zaplanowała, że pojedzie z Oliwerem i Antkiem do siostry. No i nagle się zaczęło. Wyszedłem z kuchni do salonu, nagle rzuciła moje rzeczy do przedpokoju. Oliwer się wystraszył. Powiedziałem, żeby poszedł do łazienki się umyć. Podniosłem te rzeczy. Ona jak zawsze chodziła obok mnie, traktując mnie jak powietrze. Byłem do tego przyzwyczajony. Wziąłem te rzeczy i siadłem na narożniku. Ona "k...a dawaj mi dokumenty Oliwera, przecież ja k...a jutro jadę do siostry". Uspokajałem ją. Mówiłem, że dzieci śpią. Nie wiedziałem, co ja mam zrobić? Pomyślałem, że zadzwonię na policję. Chodziło o jej agresję. Ona zawsze mi coś dawkowała. Powiedziałem, że jej przyniosę te dokumenty. Oliwer się wykąpał. To w czasie trochę trwało. Ja odwlekałem przekazanie tych dokumentów. Powiedziałem do Oliwera, żeby się ubrał, że wychodzimy. Pytał, gdzie idziemy? Ona to usłyszała i powiedziała, że nie, że to ona wyjdzie. My wyszliśmy. Powiedziałem, że zadzwonię na policję. Żona mi na to, że jak chcę wojny, to będę tego żałował. Poszedłem obok do klatki, do sąsiada. Był zaskoczony, bo nie odwiedzamy się. Prosiłem go o pomoc ze względu na jego dobrą znajomość niemieckiego. Powiedziałem, żeby zrobił to dla mnie i dla dzieci. Wychodząc zauważyłem, że żona była już przed garażem. Trzymała małego Antosia zawiniętego w kocyk. Podszedłem do niej, ale nic się nie odzywałem. Powiedziała, że mnie zniszczy, że będę płakał. Powiedziałem, że poczekamy na policję. Policja przyjechała, a żona mówiła nadal, że mnie zniszczy. Spacerowała nerwowym krokiem, jak zwykle. Położyła Antosia na łóżku. Wziąłem go. To było ostatni raz. To było słodkie dziecko. Ona przyszła i powiedziała " oddawaj mi go! Masz swojego Oliwera". Policjantki przesłuchały żonę. Zaczęła grać, mówić, że jest sama, że jest z dziećmi, że ma na głowie dom, że jej nie pomagam, że jeżdżę do Polski stale, że jeżdżę na wieczory kawalerskie, na jeden faktycznie pojechałem cztery tygodnie temu. Zaczęło się to całe bagno wówczas. Ja powiedziałem żonie, że jadę na wieczór kawalerski do szwagra. Nie było żadnej agresji  ani zabraniania z jej strony. Potem mi mówiła: "Pojechałeś na kawalerskie, to masz to, co chciałeś!". Ja faktycznie pojechałem, ale czułem straszny niepokój. Mówiłem swojej siostrze, że czuję, że to zakończy się awanturą. Przekonywała mnie, że muszę sam podjąć decyzję. Kiedy po wieczorze kawalerskim szwagra zadzwoniłem do domu, odebrał syn Oliwer. Płakał do słuchawki. Po rozmowie ze mną uspokoił się i powiedział, że czegoś nie może mi powiedzieć, bo mama go zbije. Przekonałem go. Mówił: "Mama powiedziała, że weźmie Antosia i pójdzie do ziemi", a potem płakał i płakał do słuchawki. Ja jechałem do Niemiec, a tam było dziecko dręczone psychicznie przez matkę. Ona stała i tylko słuchała. Uświadomiłem sobie, że znowu wraca ta sama, kiedy wcześniej mówiła, że zabije siebie i Oliwera. Teraz powiedziała dziecku, że weźmie Antka do ziemi, żeby on to sobie wyobraził. Przyjechałem, a ona się do mnie nie odzywała. Mało tego, patrzę, a ona Oliwerowi kupiła strój do gry w piłkę. Jego wymarzony strój. Ucieszyłem się nawet, że jest milsza dla syna - opowiada.

 Jerzy i Jolanta planowali rozstanie. Oliwer skończył szkołę, a Jolanta miała jechać z dwoma synami na wakacje, potem Jerzy miał spędzić z nimi urlop.

- Planowałem, że dzieci wezmę na wycieczkę, będziemy sobie jeździli. Sami faceci. Kiedy ona to usłyszała, zaczęła być bardzo nerwowa. To przed tym poniedziałkiem. Mówiłem jej chodź się pogodzimy, przytul sie do mnie, nawet się kochaliśmy. Ona nie chciała się leczyć. Nie chciała chodzić na terapię. Pamiętam, jak pierwszy raz próbowała popełnić samobójstwo. Ona uciekła z domu, zostałem z małym dzieckiem w domu. Była wtedy na placu dziecka. Poszedłem tam, a ona miała w ręku chyba szkło i podrapała sobie ręce. Wezwałem pogotowie. Była dwa tygodnie w szpitalu. Lekarz prowadzący mówił, że jest wszystko OK. Nie było OK - opowiada Jerzy.

Wybacz!

Kiedy w poniedziałek, 11 lipca do domu Jerzego i Jolanty przyjechała policja, sprawy potoczyły się fatalnie. Funkcjonariusze postanowili zgłosić rodzinę do Jugendamt. Jerzy próbował tłumaczyć, że żona powiedziała, że popełni samobójstwo. Mówił, że znęca się psychicznie nad rodziną. Policjant kazał Jolancie zostać z Antosiem w domu. Jerzy poszedł z Oliwerem spać do sąsiada. Chłopiec był wystraszony. Spał przy ojcu. Kiedy rano obaj udali się do mieszkania, Jolanty już tam nie było. Jerzy znowu powiadomił policję.

- Zjedliśmy z synem śniadanie.  Z tej racji, że już wcześniej mówiłem siostrze, że ja potrzebuję pomocy, umówiła mnie do Jugendamt. Pojechałem tam. Opowiedziałem, co mnie niepokoi. Pani stamtąd powiedziała, że to trzeba zgłosić na policję. Zgłosiłem o 16.00. Bałem się, że Jola może sobie coś zrobić. Policjant kazał mi przy nim zadzwonić do żony. Odebrała. Pytałem ją, gdzie jest? Ona mówiła, że nie wie. Pytałem, gdzie przekroczyła granicę? Chciałem się z nią pogodzić. Powiedziała, żebym nie dzwonił, bo "nikt mi nie pomoże". Chciałem się z nią dogadać jakoś, ale ona nie chciała.  Dzwonił do niej też policjant. Potem ona do mnie zadzwoniła i powiedziała, że "policja mi w niczym nie pomoże". Wtedy słyszałem synka ostatni raz. Słyszałem, jak chodził i kasłał. Nie powiedziała mi, gdzie jest, tylko, że "na spacerze". O 21.00 dostałem od żony sms, że "na komodzie w sypialni jest lista zakupów Oliwera do szkoły, kwit od butów, za dwa, trzy lata zrób Oliwerowi szczepionkę. Tym razem nie wymięknę". Poczułem w sobie taki niepokój. Czułem, że nastąpi coś złego. Potem, przed 22.00 dostałem sms: "Pogodziłeś się z naszym rozstaniem, czy może jest jakaś szansa?" Nie odpisałem jej. Dzwoniła do mnie. Kolejny sms dostałem: "Wybacz!". Wtedy wiedziałem, że zrobiła coś złego. Pokazałem go siostrze. Powiedziała, żebym zadzwonił do żony i zaproponowała nagranie rozmowy.

Antoś śpi

Jolanta mówiła do męża: "- Chciałam ci tylko powiedzieć, że mimo tego wszystkiego, co się stało, ja bardzo was wszystkich kochałam. Wiem, że my nie mogliśmy być ze sobą, bo mieliśmy dwa różne charaktery. Jurek, ty chciałeś czegoś innego, ja też chciałam czegoś innego. Ja wiem, ale ja żyć bez ciebie też nie umiem. Tylko tyle ci chciałam powiedzieć.  Żebyś wiedział, że zawsze cię kochałam i moje dzieci też. Oliwera też bardzo kocham. Ale już za późno. Jak to się mówi, mleko się rozlało. Chciałam być szczęśliwa, ale chyba chciałam być na siłę szczęśliwa z tobą. Bardzo cię kocham, ale ja już tego nie wytrzymałam. Powiedz, że nie będziesz robił problemów mojej siostrze, żeby mnie pochować tam, gdzie ja będę chciała. Jestem tak roz...a psychicznie, nie wiem, czy już jestem przekreślona? Ja wiem, że byłam złym człowiekiem, co innego myślałam, co innego robiłam"- Jolanta zwierzała się mężowi. Jerzy próbował przekonać ją, żeby pojechała do siostry, że on dojedzie tam z synem w piątek. Tymczasem ona nadal mówiła zapłakana: "Nie wiesz, co się stało. Coś bardzo złego. Bardzo złą rzecz zrobiłam". "Zrobiłaś coś Antosiowi?"- pytał zaniepokojony Jerzy. "On chyba śpi z tyłu. Nie wiem. Nie chciałam nic mu zrobić, ale ja nie umiem"- kontynuowała. Kazał jej obudzić synka. Nie zrobiła tego. Przyznała tylko, że minęła Stargard. Mężczyzna proponował, żeby zatrzymała się i w hotelu spędziła noc. Przytaknęła i rozłączyła się.

Wypadek

W momencie rozmowy Jolanty z Jurkiem mały Antoś już nie żył. Wówczas Jurek jeszcze o tym nie wiedział. Sprawy potoczyły się błyskawicznie. Jolanta wyjechała z domu we wtorek. Jerzy postanowił powiadomić szczecińską policję, że jego żona jest za Stargardem i rzekomo jedzie do siostry do Warszawy. Znów tłumaczył, że kobieta chce zabić siebie i dziecko. Podał numery rejestracyjne, nazwę auta, numer telefonu kobiety. Prosił o namierzenie pojazdu. Policjant nie umiał namierzyć nawet telefonu. Obiecał jednak wysłać patrole. W Niemczech Jerzy znów tłumaczył policji, o co chodzi i od nowa opowiadał całą historię.

- Niemiecki policjant zadzwonił do żony. Rozmawiała normalnie. Powiedziała, że wszystko jest w porządku i że jedzie do siostry. Powiedziała, że dziecko śpi. Policjant zapowiedział, że będzie dzwonił około godz. 5.00. Zawiadomienie zostało zgłoszone przed 1.00 w nocy. Policjant nie namierzył telefonu. Jego kierownik uznał, że nie ma zagrożenia życia, bo żona zachowuje się normalnie. O godz. 5.05 zadzwoniła siostra żony, powiedziała, że dostała telefon i że był wypadek. Dziecko zginęło w wypadku.  Chwilkę temu policjant niemiecki dzwonił do Joli. Powiedział mi, że niemożliwe, że miała wypadek.  Dzwoniłem na policję do Szczecina i pytałem, co wiedzą. Policjant powiedział, że nic nie wie. Poprosiłem o numer do Sierpca. Dyżurny odebrał, znów pytałem o żonę i wypadek. Zapytałem, czy zginęło dziecko? On powiedział, że nie może mi udzielić informacji, bo jest wypadek, ale trwa akcja ratunkowa. Potwierdził, że zginęło dziecko i  że auto  to była toyota - dodaje Jerzy

W środę 13 lipca około 5.00 rano na trasie numer dziesięć, w miejscowości Grąbiec, Jolanta wjechała toyotą wprost pod nadjeżdżającą z przeciwka ciężarową scanię. Chwilę później na naczepę scanii najechał drugi samochód ciężarowy. Na miejscu tragedii ratownicy medyczni próbowali między innymi ratować życie małego Antosia. Nikt się nie spodziewał, że dziecko nie żyło już od kilku godzin, że miało dwie rany kłute zadane przez własną matkę kuchennym nożem. Kobieta jechała z martwym dzieckiem od Szczecina w kierunku Warszawy. Należy przypuszczać, że gdyby funkcjonariusze dali wiarę słowom mężczyzny, najprawdopodobniej dziecko by dzisiaj żyło. Jolanta trafiła do sierpeckiego szpitala. Przeżyła wypadek. Mniej szczęścia miał kierowca ciężarówki, który wskutek obrażeń zmarł.

Miejsce spoczynku

- Można było temu wszystkiemu zapobiec. Od początku prosiłem wszystkich o pomoc w Niemczech i w Polsce. Kiedy mówiłem, że żona chce zabić siebie i dziecko, pomyśleli, że to chyba jakiś żart - powiedział gazecie mąż Jolanty. - Sam się dziwię, skąd ja mam tyle siły? Nie widziałem się jeszcze z żoną, ale chcę ją zapytać, czy jest zadowolona, że spełniła swoje marzenie? Przez osiem lat, przez cały związek uświadamiała mi,  że mnie zniszczy. Ale wspominam też miłe chwile.  Mieliśmy dwóch synów. Olivier ma już siedem lat. Dzisiaj mu powiedziałem, co się stało. Związek ten był toksyczny. Myślę, że wynikało to z traumatycznego dzieciństwa Jolanty. Niczego nam nie brakowało. Mieliśmy wszystko, zdrowe dzieci - dodaje ze smutkiem. Jurek planuje zobaczyć zabitego synka zanim pojedzie do domu do Oliwiera. Chce posiedzieć przy Antosiu, zanim na dobre pożegna go w Szczecinie, w miejscu pochówku.

- Uświadomiłem sobie jedną rzecz, że zaczynam sobie tworzyć miejsce spoczynku, bo wcześniej nie myślałem o tym. Już mam miejsce. Antoś po zadaniu dwóch ciosów żył prawdopodobnie jeszcze pół godziny, a ona go dobiła, udusiła. Nie byłbym w stanie zabić psa, nawet konającego, a ona była w stanie zabić dziecko. W Niemczech zostawię wszystko, wezmę tylko  rzeczy swoje i syna. Nie chcę mieć żadnych wspomnień. Oliwier boi się wejść do domu. Ta historia ciągnie się na moje życzenie, bo zawsze sobie tłumaczyłem, że będzie dobrze.  Chciałbym popatrzeć w oczy żonie i zapytać ją,  czy jest teraz zadowolona? Nigdy więcej nie chcę  jej widzieć. Uświadomiłem sobie, że nie jestem uczciwym człowiekiem. Kiedy dowiedziałem się o wypadku, życzyłem jej śmierci. Policjant mi powiedział, że dobrze, że przeżyła, bo nie ma nic gorszego, jak żyć ze świadomością, co się zrobiło. Poczułem się lepiej, że będzie cierpiała. Ja im powiedziałem, że ona i tak popełni samobójstwo. Nie potrafiłem jej pomóc i za to siebie obwiniam. To była moja żona, nadal ją kocham i nie życzę jej źle. Po rozmowie z księdzem wiem, że muszę jej wybaczyć i wybaczam. Cały czas myślę, jak to wyglądało? Antoś był taki mały. Jak ona mogła go zabić? Dlaczego to zrobiła? Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć - na te pytania zapewne jeszcze długo nie znajdzie odpowiedzi.

Admin Admin
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu SIERPC24 z siedzibą w Sierpcu jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Anna
Anna 15.03.2018, 05:26
Czy przechodzisz trudne chwile w uzyskaniu pożyczki teraz martw się nomore, ponieważ Lucas Loan Lending Compania oferuje wszystkie rodzaje pożyczek, a także oferujemy bezpieczną pożyczkę do domu, a także pożyczkę na zainwestowanie w Twoją firmę teraz skontaktuj się z nami: Mobile WhatsApp: +1 (857)325-5437 E-mail: [email protected] Witryna: http://lucasloanlendingcompani…
znajomy
znajomy 3.08.2016, 18:43
A czemu nie ma prawdziwych imion?
Lukas
Lukas 4.08.2016, 07:17
A czemu niszczyć komuś jeszcze bardziej życie? ????????????????

Pozostałe