Rozmowa z Marcinem Balcerowskim

  • 08.08.2019, 10:21 (aktualizacja 08.08.2019, 10:26)
  • SK
Rozmowa z Marcinem Balcerowskim
Miłośnikiem latania motoparolotnią.

Kiedy rozpoczęła się Pana przygoda z lotnictwem?
Moja przygoda z lotnictwem zaczęła się już w dzieciństwie. Będąc małym chłopcem, dużo czasu spędzałem z tatą, który już  w czasach mojego dzieciństwa budował statki powietrzne, przeróżne samoloty, motolotnie, paralotnie. Czerpiąc od taty wiedzę i umiejętności, które mi przekazywał, sam jako maleńki chłopiec zacząłem tworzyć własne latawce, z czasopisma „Mały Modelarz” budowałem kartonowe modele samolotów, na które brakowało już miejsca w moim pokoju. W wieku szkolnym zamiast spędzać czas z kolegami, grając z nimi w piłkę, miałem inne upodobania związane z lotnictwem. Wspólnie z tatą przeprowadzaliśmy testy na maszynach przez nas zbudowanych. To dzięki tacie, który, czytając mi czasopisma o lotnictwie, wpajał mi od dziecka wiedzę,  mogę teraz robić to, co lubię i cieszyć się swoją pasją, widząc zarazem uśmiech na twarzach ludzi, którzy ze mną latają, jak i taty, który jest ze mnie bardzo dumny. To coś pięknego móc innym przekazać to, co się lubi i kocha.

Jakie były początki samodzielnego latania, jak wyglądał ten pierwszy lot?
Moje początki z samodzielnym lotnictwem zaczęły się już w wieku 12 lat. Widząc u taty jaką łatwość sprawia mu sterowanie motolotnią, prosiłem go zawsze, aby dał mi samodzielnie pojeździć choć po łące. Robiąc to wiele razy, rozgrzewałem mu silnik i uczyłem się panowania nad sterowaniem podczas jazdy na ziemi. W końcu nadszedł ten wymarzony dzień, kiedy to poprosiłem tatę jak zawsze, czy mogę pojeździć i rozgrzać silnik motolotni. Tego dnia zapaliła mi się lampka, że to dobry dzień i pomysł na mój pierwszy samodzielny start motolotnią. Wykonałem więc wszystkie procedury jak dojrzały pilot, ustawiłem się pod wiatr, odpuściłem manetkę gazu, rozpędziłem się do odpowiedniej prędkości, wypchnąłem sterownice i uniosłem się samodzielnie w powietrze. Co prawda nie było to wysoko, bo około 4-5 metrów nad ziemią. Przeleciałem całą długość łąki i wylądowałem. Na szczęście mój lot zakończył się pomyślnie, ale tata nie był z niego zbyt zadowolony.  Kolejnym etapem mojego rozwoju w lotnictwie stały się paralotnie. Będąc już pełnoletnim chłopakiem, dostrzegłem na płockim lotnisku paralotnie, którą wcześniej widziałem tylko w czasopismach lotniczych. Bardzo mi się to spodobało. Pomyślałem sobie wtedy, że muszę się nauczyć latać właśnie na czymś takim jak paralotnia, która ma więcej zalet niż motolotnia. Tego właśnie dnia na lotnisku los skierował mnie prosto do instruktora, który pomógł mi postawić pierwsze kroki w tym oto sporcie.

Jakie wymogi należy spełnić, żeby zawodowo zajmować się lataniem paralotnią? 
Oczywiście jest to dziedzina sportu, która niezależnie czy lata się hobbystycznie, czy też zawodowo, potrzebuje szeregu dokumentów, które pozwalają na odbywanie lotów. Pierwszym wymogiem jaki trzeba przejść, jest odpowiednie szkolenie w tym kierunku, aby zdobyć licencję podstawową na paralotnie, nazywa się ona PGP. Zezwala na latanie w górach, klifach i za wyciągarką. Kolejny etap to kurs i zdobycie licencji PPG, zezwalającej na odbywanie lotów z napędem plecakowym z silnikiem tłokowym. Krokiem następnym było zdobycie kursu uprawnień PPGG. Jest to uprawnienie zezwalające pilotowi odbywanie lotów statkiem powietrznym wyposażonym w ramę i koła. Uprawnieniem kolejnym, które pozwala na zabranie pasażera na pokład, jest tandem. Tu sprawa jest już nieco trudniejsza. Trzeba przejść kolejny kurs, by zdobyć odpowiednią liczbę godzin spędzonych w powietrzu, udokumentowanych w dzienniku lotów. Oczywiście należy też mieć odpowiednie badania lekarskie wydane przez orzecznika medycyny lotniczej. Faza końcowa to egzamin państwowy teoretyczno-praktyczny Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Wszystkie zdobyte uprawnienia są wydane w dwóch językach i zezwalają na wykonywanie lotów w Polsce i w całej Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o wymogi, to nie jest jeszcze ich koniec, sprzęt musi być certyfikowany i mieć dopuszczenie do lotu.

Co sprawia największą trudność?
Może nie trudność a problem – w lotnictwie są to warunki pogodowe, w Polsce dość kapryśne. Później dochodzi aspekt finansowy. Pragnę też powiedzieć, że jestem wielkim szczęściarzem, mając tak wspaniałą żonę, od której nigdy nie usłyszałem, abym przerwał tę zabawę. Wręcz przeciwnie, zawsze mnie wspierała w tym, co robię.

Czy sprzęt musi być w jakiś sposób konserwowany, jak często odbywają się przeglądy?
Sprzęt jest dokładnie czyszczony po każdym locie, ma to na celu nie tylko utrzymanie sprzętu w czystości i należytej estetyce, ale także podczas takiej pielęgnacji robi się przegląd każdej, nawet najdrobniejszej części. Potem są coroczne przeglądy u mechanika lotniczego, który sprawdza wytrzymałość materiału i pilnuje, czy wszystkie części eksploatacyjne zostały wymienione na czas. Gdy wszystko jest zgodne z przepisami, wbija w książkę urządzenia latającego kolejne dopuszczenie do lotu.

Czy to jest drogie hobby?
Niestety tak. Lotnictwo jest sportem prestiżowym i kosztuje dość dużo, nie chciałbym podawać kwot, chociaż mogę zdradzić, że paralotniarstwo jest zaliczane do jednych z najtańszych sportów lotniczych. Dobrą motoparalotnię ze skrzydłem i całym wyposażeniem można kupić w cenie średniej klasy samochodu.

Czy przeżył Pan chwile grozy, będąc w powietrzu?
Prawdę mówiąc, przed laty było kilka takich sytuacji. Kiedy to stawiając pierwsze kroki, nie będąc przygotowanym finansowo na zakup fabrycznej motoparalotni, budowałem sam silniki, które były adoptowane od motocykli dwusuwowych. Potrafiły się one zatrzeć i zgasnąć i trzeba było lądować awaryjnie bez silnika. Wtedy wydawało mi się to wszystko straszne.

Może jest jakaś śmieszna historia, której Pan doświadczył, związana z tą pasją? 
Śmiesznych historii związanych z moją pasją było tak naprawdę wiele, ale jedna, która szczególnie utkwiła mi w pamięci i ciągle ją sobie wspominam, to taka, która przytrafiła mi się, gdy odbywałem loty nad wioską Sudragi. Spotkałem tam dość dużego ptaka, do dziś nie wiem, co to był za ptak. Chciałem sprawdzić, czy gdy podlecę bliżej niego, to wystraszy się i zmieni kurs lotu. Byłem nawet pewien, że tak zrobi. Po czym okazało się, że ptak leci w moim kierunku. Przez dłuższy czas leciał obok mnie. Postanowiłem więc uciec, zmieniając kierunek lotu, ale ptak dalej szybował  z tą samą prędkością i w tym samym kierunku co ja. Ucieczka ta trwała około 15 min, po czym ptak odleciał. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, iż chciałem odstraszyć ptaka, a to on wystraszył  mnie.

Czy wiele jest osób w powiecie, województwie z Pana uprawnieniami?
W powiecie sierpeckim z tego, co wiem, uprawnienia w tego typu sporcie, jakim jest motoparalotniarstwo, posiadam ja i mój tata. W województwie mazowieckim natomiast znalazłoby się kilka osób, które znam.

Dziękuję za rozmowę

SK

Zdjęcia (4)

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu SIERPC24 z siedzibą w Sierpcu jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe